czwartek, 4 września 2014

WASZE KOMENTARZE

Widzę rosnącą liczbę wyświetleń i choć być może za wcześnie by o tym mowić apeluję, by po swojej obecności pozostawić jakiś ślad, choćby minimalny, w postaci komentarza. Nawet jeśli treść wam się nie podoba to chciałabym to wiedzieć, by w przyszłości mieć na uwadze moje ewentualne błędy. Wasza opinia i docenienie czy krytyka mojej pracy jest dla mnie najlepszym motorem do rozwoju. Gdybym pisała tylko dla siebie to opowiadanie pozostałoby jedynie w mojej szufladzie, udostępniłam je by się sprawdzić i aby potencjalnym czytelnikom, tudzież fanom serialu, zapewnić odrobinę rozrywki. Nie lubię stawiać ultimatum, ale to nie jest mój pierwszy blog, a więc czerpiąc z doświadczenia- min. 5 w miarę rozbudowanych komentarzy (tzn. nie jedynie coś w  stylu:" fajnie piszesz, zapraszam do siebie...") a możliwie szybko wstawię nexta :D

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 1 Nowy rok

 Bardzo proszę o ocenę tego rozdziału :D Nie chcę stawiać ultimatum, ale czerpiąc z doświadczenia stwierdzam, że jeśli chcecie kolejny rozdział musi być co najmniej pięć komentarzy- szczerych i wyczerpujących, które dadzą mi obraz co wam się podoba a co nie. Mam nadzieję, że nie jest z tym rozdziałem aż tak źle, jak mi się wydaje :***


  MIN 5 KOMENTARZY=NEXT !!!



- Nareszcie w domu!- pisnęła Violetta Castillo i mocniej ścisnęła ramię ojca upewniając się, że to nie sen. Odkąd rok temu German zapowiedział, że w Buenos Aires zatrzymają się na stałe za każdym razem, gdy opuszczali to miejsce Violetta  bała się, że już tu nie wrócą. Do piętnastego  roku życia dziewczyna przeprowadzała się z miasta do miasta, przez co nigdy nie miała szansy, by zyskać przyjaciół czy uczęszczać do normalnych szkół. Uczyła się pod okiem wynajętych guwernantek, z domu wychodziła jedynie pod opieką prawnika Ramallo i gosposi Olgi a za każdy razem, gdy wypominała to ojcu ten powtarzał: "Taka praca". Violetta wiedziała jednak, że nie w tym rzecz: German Castillo, ten milioner, twardy inżynier i zaciekły negocjator zwyczajnie się bał. Bał się, że spotka ją ten sam los co jej matkę, że ją straci i że gdzieś po drodze do galerii handlowej czy fryzjera dorośnie i przestanie być jego małą, grzeczną, kochaną dziewczynką. To dlatego trzymał ją pod kloszem niczym księżniczkę zamkniętą w wieży, czekającą na swego rycerza na białym koniu.
Na szczęście te czasy były już za nimi a od tamtej pory wiele się zmieniło. Violetta odkryła swój wielki talent, swoją pasję, swoje powołanie. Znalazła coś, co dawało jej energię, napełnialo szczęściem i determinowało to kim była a kim chciała być. Zyskała przyjaciół, których ogromnie kochała, oraz wrogów, o których wolała nie myśleć. Zaakceptowała kłamstwa Angie i to, że jest jej ciotką i wreszcie odnalazła miłość. Po tylu miesiącach, intrygach Ludmiły, Leona a nawet Fran w końcu zeszła się z Tomasem i była szczęśliwa. Nie wyobrażała sobie piękniejszego uczucia niż świadomość, że wraca do miejsca, które dzięki tylu wspaniałym ludziom wreszcie może nazwać domem.
- Maleńka, jak ty wyrosłaś!- zapiała Olga gdy tylko dziewczyna wraz z ojcem przekroczyła próg domu i natychmiast porwała ją w ramiona.
- Udusić mnie Oleńko!- zaśmiała się Violetta, ale kobieta zupełnie nie zwracała na to uwagi, z przerażoną miną biorą w palce jeden z prężących się loków na głowie dziewczyny i oglądając go pod każdym możliwych kątem.
- Coś ty zrobiła z włosami?- jęknęła żałośnie a Violetta z trudem zdusiła wybuch śmiechu.
- Odrobinę ściełam, pocieniowałam i rozjaśniłam przy końcach- odpowiedziała, odruchowo nawijając na palec sięgający ramion lok- to się nazywa ombre... Zresztą nieważne. Ramallo!- zawołała i rzuciła się na szyję prawnikowi, który dotąd stał z boku cierpliwie czekając na swoją kolej. Potem, w salwach śmiechu , uściskach i pocałunkach dotarła do swojego pokoju.
***
Następnego dnia miała się odbyć uroczysta inauguracja nowego roku szkolnego i Violetta miała mieszane uczucia na samą myśl o tym. Cieszyła się, bo uwielbiała tę szkołę,  możliwości jakie dawała  no i tęskniła za przyjaciółmi, jednak nerwy zżerały ją na samą myśl o tym, co pod koniec zeszłego roku zgodnie postanowili nauczyciele. Otóż miała ona wystąpić przed wszystkimi kolegami i nowymi uczniami, którzy w tym roku starali się dostać do Studio i zmotywować ich jakąś mądrą, płomienną mową płynącą z doświadczenia i wyrozumiałości. I tak prawie całą noc rozmyślała nad odpowiednimi słowami, dopóki nie zmorzył jej sen. Czasem naprawdę nienawidziła tego, jak bardzo angażuje się w powierzone jej obowiązki i w rzeczy, które jej samej wydają się ważne. 
Westchnęła ciężko, po raz ostatni spojrzała w lustro, poprawiła włosy, wyprostowane i opadające na lewe ramię i wyszła z domu. Była tak zamyślona, że nawet nie zauważyła, gdy dotarła do Studia.
- Violetta!- usłyszała, a gdy się odwróciła ujrzała przyjaciół, machających w jej kierunku jak wariaci i biegnących prosto na nią. Maxi Ponte, niewysoki  brunet ubrany w kolorowe luźne szorty, zieloną bluzę z rękawami trzy czwarte oraz nieozdowną czapkę z daszkiem porwał ją w ramiona i okręcił wokół własnej osi a gdy tylko stanęła o własnych nogach ciężko łapiąc oddech Francesca Cauviglia i Camila Torres rzuciły się na nią z siłą rozpędzonego tornada, niemal zwalając ją przy tym z nóg. Ponad ich ramionami, obleczonymi czarnymi i rudymi kosmykami włosów ucałowała ciemnoskórego Brodueya i nieśmiałego blondynka, Braco. 
- Ależ ja za wami tęskniłam- wyznała Violetta głosem nabrzmiałym z emocji, spoglądając na nich ze łzami wzruszenia w oczach. Płomiennowłosa Camila wyszczerzyła się w uśmiechu, prezentując nienagannie białe zęby a Fran mocno ścisnęła ramię Violetty jakby chciała upewnić się, że to nie sen. 
- Te wakacje strasznie dłużyły nam się bez ciebie- powiedział Braco z tym swoim ukraińskim akcentem i zaraz oblał się szkarłatnym rumieńcem a Violetta pokiwała głową ze zrozumieniem, chichocząc cicho. 
- Mi też- przyznała cicho, ściskając jego dłoń w uspokajającym geście. Przecież to nie była jego wina, że tak niefortunnie zadużył się w przyjaciółce. Jego uczucie nie przeszkadzało jej absolutnie, bo była przekonana, że to zwykłe zauroczenie, które minie z biegiem czasu. Braco był kochany i cudowny a przede wszystkim miała gwarancję, że nie będzie musiała przez niego cierpieć. Nie był ani tak samolubny, ani tak arogancki ani nawet tak niesamowicie irytująco wszędobylski i pewny siebie jak Leon, by bez krępacji wyciągnął łapy po coś, co mu się nie zależało nawet, jeśli tego czegoś pragnał. Nie żeby kiedykolwiek wierzyła w uczucia Verdasa, przeciez to był zwykły zadufany w sobie flirciarz, który nie mógł dopuścić do siebie myśli, że istnieje dziewczyna, która nie marzy tylko o tym, by dać mu się przelecieć. 
- Cześć kochanie- usłyszała tuż przy uchu i aż zadrżała pod wpływem tego głosu, do którego tęksniła przez tyle dłużących się tygodni. Powoli odwróciła się a gdy  napotkała spojrzenie czarnych jak noc oczu Tomasa jej twarz rozciągnęła się w szerokim uśmiechu. 
- Cześć- szepnęła i wycisnęła na jego ustach niespieszny, słodki pocałunek- tak bardzo za tobą tęskniłam- mruknęła, przebierając palcami jego czarne włosy. 


*** 
 - Violetta Castillo, marzenie każdego faceta- szepnął Andreas, który od dłuższego czasu wraz z Leonem przypatrywał się dziewczynie z pewnej odległości- piękna, atrakcyjna, wesoła, inteligentna, zabawna i nieziemsko utalentowana...
- Mam nadzieję, że się nią nie interesujesz- mruknął Verdas z rozbawieniem- jest już zajęta. 
-  Jakoś do tej pory ci to nie przeszkadzało- zauważyła Andreas, wykazując się niezwykłą jak na niego błyskotliwością- daj spokój, wszyscy wiemy, że na nią lecisz...
- A wywnioskowałeś to po naszych niekończących się kłótniach?- Leon pokręcił głową z pobłażaniem- powinieneś się zbadać. 
- Te wasze kłótnie wyglądają tak, jakbyście oboje mieli na siebie ochotę i tyko patrzeć jak się na siebie rzucicie. 
- Zmartwię cię, ale umówiłem się z Larą na wieczór- odparł Leon z aroganckim uśmiechem- na moje pojednanie z Castillo długo sobie poczekasz. 
Andreas roześmiał się na te słowa i pokręcił głową z niedowierzaniem. Przecież widział jak Verdas wodził za Violettą wzrokiem i w sumie to mu się nie dziwił. Twarzyczka anioła, smukłe długie do nieba nogi, krągła pupa i jędrne, całkiem spore jak na jej posturę piersi budziły męskie fantazje i sprawiały, że panna Castillo wraz z tym swoim zniewalającym uśmiechem stawała się apetycznym kąskiem. Dziś, w białej koktajlowej sukience przed kolano, w rzymiankach na koturnie i z nową fryzurą wyglądała jeszcze lepiej niż zwykle. Andreas ze zdumieniem przetarł oczy. Do tej pory sądził, że na ziemi nie ma aniołów jednak teraz, gdy Violetta przeszła obok rozpylając wokół charakterystyczny zapach wiosny uświadomił sobie, jak bardzo się dotąd mylił. A Leon chcąc nie chcąc w duchu przyznał mu rację- ta dziewczyna warta była grzechu. 
***
- A gdzie Federico?- zagadnął Maxi, gdy już stali w sali głównej czekając na rozpoczęcie uroczystości, tym samym wyrywając ją z zamyślenia. 
- Całe wakacje spędził we Wloszech z mamą i przyjedzie dzisiaj. Powiedział, że postara się dotrzeć na rozpoczęcie, ale niczego nie obiecuje- wyjaśniła Violetta pokrótce, bo w tym samym momencie na scenę wkroczyło całe grono pedagigoczne... 
No, prawie całe- pomyślała Violetta ze smutkiem. Co prawda sama namówiła Angie, by wyjechała do Francji, gdy tylko nadarzyła się okazja by tam spełniła swoje marzenia, ale to wcale nie oznaczało, że jej wyjazd bolał mniej. Dzwoniły do siebie codziennie, ale to nie było już to samo. Tęskniła, jednak wiedziała, że to dla kobiety było jedyne wyjście. Nie mogła pozwolić, by ta zaprzepaściła jedyną szansę i całą swoją  młodość tylko i wyłącznie z jej powodu. i tak zrobiłą już dla niej więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. 
Nieobecność Angie była mocno odczuwalna. Brakowało jej wśród uścisków, śpiewów i licznych pocałunków tych wszystkich ludzi, którzy dzięki nauce w Studio stali się sobie tak drodzy. Pośród ogólnej wrzawy ledwo dało się wyłapać głos rozbawionego Pablo- dyrektora placówki- nawołującego do solidaryzowania się  i czerpania radości z własnych sukcesów, nauki z porażek i wzmożonej pracy, bo tylko taka może przynieść oczekiwane rezultaty. Na sekundę przed tym jak Pablo poprosił Violettę na scenę ich oczy się spotkały i Vilu dostrzegła w nich smutek. On również cierpiał z powodu decyzji Angie, być może bardziej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Była nie tylko jego najlepszą przyjaciółką, ale również wielką milością, taką, która niegdy nie przemija. 
Niepokój ogarnął Violettę, gdy tylko stanęła na scenie, naprzeciw tych wszystkich ludzi. 
W pierwszej kolejności jej wzrok padł na Ludmiłę Ferro- wysoką, filigranową blondynkę, wpatrującą się w nią znad idealnie wydepilowanych brwi z mieszaniną obrzydzenia i złośliwej nadzieji na jej publiczną porażkę. Tuż pod sceną dostrzegła Leona Verdasa, obiekt westchnień wszystkich dziewcząt w Studio ale i najbardziej aroganckiego i zapatrzonego w siebie bufona, jakiego nosiła ta ziemia. I nie zwiodły jej bynajmniej te idealnie zarysowane pod luźnym t-shirtem mięsnie niczym u greckiej rzeźby, ani zmyslowe, łagodne i kuszące wargi niczym u Michała Anioła ani nawet te hipnotyczne oczy w kolorze lapis lazuli. Ten złośliwy, prowokacyjny uśmiech jaki jej posyłał mówił sam za siebie. 
Na szczęście bardzo szybko jej spojrzenie padło na Tomasa, Fran, Brodueya, Maxiego i Fede, który właśnie wparował do sali i przeciskał się przez tłum w kierunku przyjaciół, uprzednio witając się z Leonem (naprawdę nie mogła pojąć jakim cudem ta dwójka się ze sobą zaprzyaźniła). Uśmiechali się do niej sprawiając, że jej ciało samoistnie się rozluźniło a ucisk w żołądku zelżał i Violetta wreszcie mogła posłać widowni szczery, radosny uśmiech, sięgając po mikrofon.
- Długo zastanawiałam się, co mogłabym powiedzieć, stając przed wami- rzekła, rozglądając się po sali- Pablo poprosił mnie, żebym wsytąpiła przed wami i opowiedziała o walorach naszego Studio, ale myślę, że nie muszę tego robić. Nie byłoby was tutaj, gdybyście ich nie znalli. 
Przez tłum przebiegł pomruk aprobaty. 
- W tym roku pojawiło się więcej nowych twarzy- ciągnęła- cieszy mnie to, by to oznacza, że jeszcze więcej z was zdało sobie sprawę, że chce żyć i oddychać muzyką. To sztuka, której uczyliśmy się i uczymy każdego dnia, dzięki naszym wspaniałym nauczycielom, którzy są dla nas jak rodzina. Mogłabym wam powiedzieć, że egzaminy to bułka z masłem, ale myślę, że nie ma sensu kłamać. Egzaminy to super ważna sprawa i są bardzo trudne, więc przejdą je tylko najlepsi z najlepszych. A najlepsi nie są ci, którzy ładniej śpiewają czy ci, którzy lepiej grają. Najlepsi z was to ci, którzy nauczyli się przezwyciężać własne słabości i i są gotowi, by walczyć o swoje. Nie wątpię w wasz wielki talent i potencjał i najważniejsze jest to, abyście i wy w to nie wątpili bez względu na to, co się stanie. Uzmysłowiłam sobie, że nic nie odzwierciedli tego tak, jak ta piosenka. Kochani- skinęła na przyjaciół- pomóżcie mi. 
Bez wahania Maxi i Broduey wskoczyli na scenę a Fede podążył ich śladem, po drodze ściskając Violettę, której nie widział przecież całe wakacje. Maxi zasiadł do perkusji, Broduey sięgnął po gitarę elektryczną a Fede stanął przy keybordzie. Zaczęli grać, gdy tylko otrzymali dokładne instrukcje i nuty. Po chwili w sali rozległ się anielski głos Violetty o niespotykanej barwie a to sprawiło, że ostatnie rozmowy ucichły i wszyscy skupili się na słowach piosenki, zasłuchani. 


Każdy pragnie znaleźć to coś,
Choć nie wie co to jest.
Każdy chce poczuć tę wolność, 
Łapać wiatr w żagle,
Posmakować nieba. 
A przecież recepta jest banalnie prosta,
By mieć u stóp cały świat.
Wystarczy uwierzyć!

Unieś głowę, wyciągnij dłoń,
Najtrudniejszy jest pierwszy krok.
Przeszliśmy przez to,
Stając się muzyką.
Muzyka to my!
Umieraliśmy, by od nowa się narodzić.
Muzyka to my!
Próbowaliśmy, popełniając błędy.
Muzyka to my!
Nic nie przychodzi od tak.
Muzyka to my!

Szukasz melodii idealnej, 
To napełnia cię energią i pozwala trwać. 
Każdy dźwięk rozświetla twoje dni,
To dodaje ci skrzydeł, 
To dodaje ci sił, 
Teraz wiesz, że muzyka to ty!
Bądź jak superman i walcz.
Z tą super mocą nikt cię nie zatrzyma. 
Uwierz w niemożliwe!

Unieś głowę, wyciągnij dłoń,
Najtrudniejszy jest pierwszy krok.
Przeszliśmy przez to,
Stając się muzyką.
Muzyka to my!
Umieraliśmy, by od nowa się narodzić.
Muzyka to my!
Próbowaliśmy, popełniając błędy.
Muzyka to my!
Nic nie przychodzi od tak.
Muzyka to my!


Gdy ostatnie akordy piosenki przebrzmiały Violetta i jej "zespół" zebrali owacje na stojaco. Francesca i Camila, stojące pod scenę wiwatowały jak oszalałe zagłuszając kąśliwe uwagi niezadowolonej Ludmiły i wtórującej jej po cichu Natalii. 
- Bardzo dobrze- pochwalił ich Pablo, delikatnie ściskając ramię Violetty- z przyjemnością włączymy ten utwor do stełego repertuaru naszego Studia. Moje gratulacje. 
- Dziękuję- w przepływie radości Violetta mocno uściskała nauczyciela i wykonała efektowny piruet. Pech chciał, że źle wymierzyła odległość od krawędzi sceny i zamiast na podłogę jej stopa natrafiła na pustą przestrzeń. Violetta zachwiała się niebezpiecznie a jej serce podeszło do gardła, gdy z okrzykiem przerażenia upadła. Minęła spora chwila, nim zorientowała się, że zamiast na twardej posadzce wylądowała w czyichś ramionach. Ten ktoś trzymał ją kurczowo, przyciskając do serca a ona odruchowo owinęła ramiona wokół jego szyi i oparła swe czoło na jego czole. Z opóźnieniem zdała sobie sprawę, że wpatruje się w nią para wyjątkowo wrednych, błękitnych oczu i cała krew momentalnie odpłynęła z jej twarzy. 
- Leon- wyjąkała z niedowierzaniem.





  MIN 5 KOMENTARZY= NEXT !!!